Tajemny świat bulimika

Autor: Elżbieta Szwaczkiewicz

Standardowo uważa się, że bulimia jest chorobą dorastających dziewcząt, które nie akceptują swojego zmieniającego się ciała. Bardzo często choroba ta dotyczy również dojrzałych kobiet. To dlatego, że bulimik potrafi chorować całymi latami, a nawet dekadami, i potrzebuje dużej motywacji do tego by naprawdę chcieć wyzdrowieć. Choroba ta bowiem w wielu przypadkach może okazać się bardzo wygodna, jeśli kobieta nauczyła się ją odpowiednio „obsługiwać”. Wiele kobiet nie wie nawet, że są chore, gdyż z jakiegoś powodu w ich umysłach pokutuje błędny pogląd, że na bulimię choruje się wtedy gdy się wymiotuje. Albo- w drugim przypadku- część kobiet nie wie nawet że są chore gdyż spaczone wyobrażenie na temat zdrowej relacji z jedzeniem każe im przez długie lata sądzić, że ich relacja nie odbiega od normalności.

Bulimia jest to choroba, na którą cierpi się wtedy, kiedy następuje okres nadmiernego najadania się, a po nim okres kompensacji- u jednych mogą to być wymioty, u innych środki przeczyszczające, u jeszcze innych intensywne ćwiczenia, okres niejedzenia (lub znacznego ograniczania jedzenia), albo wszystkie te rzeczy razem w różnych konfiguracjach. I oczywiście nie jest to jednorazowy incydent ale sytuacja trwająca przynajmniej trzy miesiące. Bulimik jest skoncentrowany na dwóch rzeczach- swojej wadze i jedzeniu i przez pryzmat własnej wagi i wyglądu dokonuje samooceny. Te dwa punkty koncentracji całej swojej wewnętrznej energii mówią też jasno czego bulimik boi się najbardziej- jedzenia i bycia grubym.

Bulimia standardowo dotyczy głównie kobiet, znacznie rzadziej mężczyzn. W niektórych nurtach terapeutycznych relację między ciałem a pokarmem interpretować można jako relację pacjentki nie tylko z różnymi aspektami siebie ale również z niektórymi istotnymi osobami w jej życiu. Psychologowie, na co zwraca uwagę w swoich artykułach naukowych dr hab. n. med. Maciej Pilecki, m.in. specjalista psychiatrii dzieci i młodzieży,  zaobserwowali pewien wspólny mianownik rodzin bulimicznych. Zazwyczaj w takiej rodzinie pacjentka doświadcza braku poszanowania jej granic i naruszania prywatności. Rodziny bulimiczne są rodzinami w których burzliwie i otwarcie daje się ujście napięciom i konfliktom. A tych nie brakuje. Bardzo często w takich rodzinach osiąganie niezależności jest mocno utrudnione, głównie przez dysfunkcyjną hierarchię w nich panującą. 

Życie wewnętrzne bulimika jest istnym piekłem, ponieważ każdego dnia stawia on sam siebie w sytuacji kiedy musi podjąć wewnętrzną walkę, tworząc jednocześnie wroga w samym sobie. I każdego dnia tuż za plecami czai się największy strach- że przegra. Każdy kto chciałby zostać wzorowym bulimikiem, powinien zrozumieć, że bulimik głęboko siebie nie lubi, albo nawet nienawidzi, nie akceptuje i czuje się gorszy od innych. Przede wszystkim nie lubi swojego wyglądu, ale tak naprawdę jest niewiele rzeczy, które mu się w samym sobie podobają. Bulimik bardzo nie chce się tak czuć i bardzo chce poprawić swoją opłakaną sytuację- w związku z tym jedynym sensownym pomysłem wydaje się, że jeśli schudnie i będzie wyglądał idealnie, to wtedy po pierwsze będzie sam się sobie podobał, a po drugie przestanie czuć się gorszym od innych. Aby zrealizować swój główny cel czyli schudnąć, bulimik najczęściej wprowadza drakońską dietę, której wcześniej czy później nie jest w stanie sprostać. W pewnym momencie nie wytrzymuje bowiem tego napięcia – „czy uda mi się nie zjeść tych wszystkich pysznych rzeczy które się na mnie tu czają?” i napada na jedzenie, albo raczej to jedzenie napada na niego, zjadając wszystko to, czego wcześniej tak surowo sobie zabraniał.

Po takim napadzie doznaje wielkiego cierpienia psychicznego na który to czas składa się poczucie winy i wyrzuty sumienia, zmniejszone zaufanie do siebie, poczucie przegranej i porażki, a przede wszystkim poczucie, że oddala się od swojego obranego celu- jedynego sensu jego istnienia a mianowicie- schudnięcia by poczuć się dobrym i wartościowym człowiekiem. Po okresie upadku, frustracji i niewiary w siebie, a także obrzydzenia do siebie, przychodzi decyzja o tym, żeby rozpocząć swoją walkę na nowo. I tak w kółko, przez dni, tygodnie, miesiące i lata.

Bulimik bowiem sam dla siebie nie przedstawia żadnej wartości. Bulimik potrafi doświadczyć dużego stresu i frustracji tylko dlatego, że jego waga jest o kilogram wyższa niż on by sobie tego życzył. Bulimikowi, każdy, nawet największy niegodziwiec i idiota wydaje się być lepszy niż on sam, jeśli jest od niego szczuplejszy. W krzywym zwierciadle bulimika waga jest bowiem jedynym kryterium będącym w stanie określać wartość człowieka. Dlatego bulimik nie jest w stanie spojrzeć na siebie w łagodny sposób, z wyrozumiałością i miłością, ponieważ bulimik musi zasłużyć na miłość. Zasłużyć na miłość swoją szczupłością i odpowiednią wagą. Obserwuje się również pewną zależność między tym, że choroba pojawia się w wieku nastoletnim, kiedy ciało dziewczynki zmienia się w ciało kobiety, a tym, że w bulimicznych rodzinach zwraca się pewną uwagę na ten etap przejścia i stawania się kobietą, często w sposób ośmieszający bądź pogardliwy. Matka jednej z moich pacjentek jeszcze zanim jej córka stała się nastolatką, często głośno komentowała wygląd jej koleżanek: „No a tej to już cycki urosły, fu…”, „A ta ma 12 lat a już okres dostała”, „Ja to dostałam okres ostatnia w klasie…” Te komentarze były tak liczne i z takim ładunkiem emocjonalnym, że moja pacjentka była przekonana, że mieć okres, piersi i w ogóle czuć się kobietą to coś złego, czego za wszelką cenę trzeba uniknąć.

Kiedy zaproponujesz bulimikowi aby najpierw siebie pokochał, docenił, polubił, a potem straci na wadze, jedyną jego myślą będzie że chyba jesteś wariatem mówiącym do niego językiem absurdu. Jeśli nie zwymyśla Cię i nie trzaśnie drzwiami to będziesz mieć szczęście. Bulimikowi bowiem nie mieści się to w głowie, gdyż schudnięcie i utrata wagi stanowią dla niego prawdziwe być albo nie być. Dlatego kiedy już wpadnie w tą pętlę potrafi tkwić w niej latami, ciągle myśląc że jest na wygranej pozycji i ciągle mając nadzieję, że obrana przez niego strategia jest doskonała, tylko on nie daje rady w tym wytrwać. Mało jest przypadków, kiedy chory sam dostrzeże powtarzające się schematy i nagle dojdzie do wniosku, że to schemat podtrzymuje cały problem. A to właśnie uświadomienie sobie schematu i zaprzestanie powielania tych działań prowadzi do wyzdrowienia.

Bulimik żyje w trybie walki- walczy ze sobą, walczy z jedzeniem, walczy ze swoim ciałem. Bulimiczki to bardzo często córki chłodnych i kontrolujących matek. Taka matka nie jest w stanie okazać swojemu dziecku bezinteresownej miłości. Dziecko takiej matki traktowane jest jako głupszy dorosły, którego trzeba ciągle kontrolować, instruować jak ma się zachowywać, tresować, oceniać, krytykować, poprawiać i temperować. Takiemu dziecku próżno szukać u takiej matki wysłuchania, szacunku, ciepła, troski i zwykłej matczynej miłości. Zresztą, w domach bulimików relacja między matką a ojcem jest zazwyczaj niezwykle słaba. Ta toksyczna i chora relacja z matką przenoszona jest potem na relację z ciałem i z jedzeniem. Ciało, które reprezentuje dziecko jest również postrzegane jako coś co koniecznie trzeba kontrolować, bo inaczej ono spod tej kontroli się całkowicie wymknie. To ciało- dziecko także i w tej relacji ma być posłuszne i spełniać oczekiwania i wtedy może zasłuży na miłość. Między innymi dlatego właśnie bulimikowi nie mieści się w głowie, że miłość może być bezwarunkowa. On takiej miłości nigdy przecież nie poznał. Ponieważ matka też nigdy mu nie ufała, on nie ufa swojemu ciału. W schemacie relacji którego został nauczony nie bowiem miejsca na zaufanie, zamiast tego jest kontrola. Zatem bulimik musi kontrolować swoje ciało. Bardzo możliwe, że w jego percepcji jest to jedyne co może w swoim życiu kontrolować. Kontrolować je musi tak jak despotyczna matka kontroluje swoje dziecko. Dlatego bulimicy tak bardzo boją się przestać się odchudzać i przestać być na diecie- boją się, że kiedy dadzą sobie przyzwolenie jedzenia wszystkiego, nie będą w stanie nigdy i w żaden sposób się opanować. Dlatego narzucają sobie te wszystkie żywieniowe ograniczenia, prowadząc siebie samych za rączkę w paszczę lwa, gdyż właśnie te wszystkie ograniczenia i zakazy, i wewnętrzna wojna prowadzą do powstania fiksacji na tym punkcie, która uwalnia się w postaci niekontrolowanych napadów obżarstwa.

Specjalnie piszę tutaj o napadach obżarstwa a nie o napadach głodu- jak to się fachowo w psychologii nazywa, gdyż w gabinecie jestem przez swoje klientki notorycznie poprawiana: „Nie, to nie był napad głodu- ja w ogóle nie byłam głodna”. Oczywiście że tak. W tym clue całego dramatu gdyż napad głodu który ma przecież odniesienie do nazwy samej choroby- bulimia nervosa czyli „wilczy głód”, przychodzi często wtedy kiedy bulimik wcale nie jest głodny. A z pewnością nie jest głodny fizycznie. W skrajnych przypadkach, których wcale nie tak mało widziałam, chorujące kobiety o wadze i figurze których mogłyby im pozazdrościć wszystkie koleżanki, mają po pierwsze ciągłą wewnętrzną presję że „jest dobrze, ale mogłoby być lepiej”, a po drugie odczuwają tak przemożny strach, że zwykły posiłek doprowadzi je do nadwagi, że nawet po takim zwykłym posiłku prowokują wymioty i jedynym stanem jaki akceptują bez strachu i poczucia winy jest permanentny głód i niedosyt.

Bulimia jest chorobą której niebezpieczeństwa w moim odczuciu są niedoceniane. Dużo mówi się w przestrzeni publicznej o zagrożeniach choroby alkoholowej, narkomanii i rodzina dość szybko może zorientować się, że jeden z domowników ma problem z pewnymi substancjami. Wewnętrzny dramat bulimika i cały konglomerat jego indywidualnych cierpień jest w swej istocie bardzo podobny do przeżyć alkoholika czy narkomana, a jednak może być jego sekretem przez dekady bo o wiele łatwiej jest bulimikowi utrzymywać swoją chorobę w tajemnicy.

Bulimia to choroba której rozwiązania nie należy szukać jedynie w poprawie relacji z jedzeniem, ale przede wszystkim w zbudowaniu prawdziwego poczucia własnej wartości, które jest niezależne od jakichkolwiek czynników zewnętrznych, nabrania zaufania do życia i do siebie samego, poprawa relacji z matką lub ojcem a czasami obojgiem rodziców. I nawet nie chodzi o tych rodziców zewnętrznych ale o tych którzy zostali w nas zinternalizowani. Na uleczeniu tych ran z dzieciństwa które zostały przykryte dużą warstwą plastrów i nie zaglądamy tam bo się boimy zobaczyć tego co zostało dawno temu wyparte, w reakcji obronnej przed bólem. Uciekając przed bólem trudnych relacji  z dzieciństwa i deficytów miłości jakiej wtedy doświadczył, bulimik funduje sobie ból permanentny, rozłożony na raty, ból który zadaje sobie za każdym razem, kiedy z odmętów frustracji podejmuje kolejny raz dobrze sobie znaną decyzję, która kolejny raz doprowadzi go do tej samej frustracji, z której wydaje mu się, że go wyprowadza: „Od jutra się odchudzam”.

Leave a Reply

Copy Protected by Chetan's WP-Copyprotect.